Jestem przeciw zakazom palenia w miejscach publicznych.
Na wstępie zaznaczam że sama nie palę. Jednak nie podobają mi się niektóre posunięcia rządu. Wydaje mi się iż Polska zmierza do zamknięcia swoich obywateli w domach.
Nie wyobrażam sobie żeby osoba paląca będąc na imprezie co 40 minut wychodziła z lokalu żeby sobie zapalić. Tacy ludzie po prostu przestaną odwiedzać kluby, knajpy i inne lokale. Skoro ludziom przeszkadza dym papierosowy to czy takim wielkim problemem jest tworzenie lokali dla palących i niepalących (ja odwiedzałabym oba) bądź podzielenie lokalu na dwie części?
Odskoczmy trochę od palenia. Weźmy np sprzedaż alkoholu w pociągach. Kiedyś z Krakowa do Warszawy jechało się pół litra. Poznawało nowych ludzi. A dziś? Każdy siedzi i czeka aż dojedzie. Nawet na papierosie przy oknie nikogo nie poznasz bo Pan konduktor straszy mandatami. Na dwa wagony jest jeden przedział dla palących! A w niektórych pociągach nie ma ich wcale!
Nie mogę zrobić nic innego jak powiedzieć (napisać) "głośne" NIE NIE NIE! Nie zamykajcie mnie w domu! Dajcie mi żyć!

